Nie rób sobie krzywdy i miej odwagę odejść

„Jak oni się rozstali, to już miłości nie ma. Taka idealna para!”- zasłyszałam ostatnio, gdzieś przy jeziorze, po paru drinkach z ust pewniej kobiety. A to był początek kuli śnieżnej, a raczej puszki pandory, która się właśnie otwierała. Instagramy i Facebooki są spoko ale do prawdy to trochę jak stąd do Wąchocka. Z tym, że o tym mówi się dopiero w mniejszym gronie, kiedy trzeba dać upust emocjom. W każdym z nas cyka bomba, którą otwiera dopiero kieliszek wina (albo cztery).

To zadziwiające jak obraz, na który dajemy przyzwolenie podglądania w social mediach, mocno zakrzywia rzeczywistość. To my kreujemy to, co ludzie widzą. Dozujemy to, co chcemy by widzieli. Nikt nie pokazuje swoich gorszych chwil, kiedy spływa mu łza po policzku. Nie robimy sobie selfie w rozciągniętych dresach w t-shirt’cie z plamą po aktualnie zjedzonym litrze lodów. Może przejdzie? Bo jutro będzie lepiej. Bo może ta cisza to ostatni raz. Bo pierdyliard usprawiedliwień, które się powtarzają.

Szukamy tylu wymówek z iloma jest nam najwygodniej. Bo przecież ostatnie dwa dni były ok, a miesiąc temu dał mi kwiaty to jest to jakiś tam mały sukces. Tylko to takie trochę pieprzenie bo jeśli sam nie wiesz co dla ciebie najlepsze, nikt za ciebie nie będzie tego wiedział. Baa, więcej! Nikt inny ci tego nie da. Bo to ty jesteś na starcie, na mecie i to ty wyznaczasz granice. Osoba, z którą jesteś powinna być z tobą bo tego chce. Bo dzięki twojej obecności jego życie jest pełniejsze, dzień jest bardziej słoneczny, a potrawy w towarzystwie lepiej smakują. Chyba nikt lepiej tego nie ujął w kliku zdaniach jak Volant z Volantification:

„Miłość to nie to, co czujesz, ale decyzja o tym, co chcesz dawać drugiej osobie – zwłaszcza wtedy, kiedy emocje mówią ci coś innego.
To na przykład decyzja o tym, że nie będziesz kogoś strugać i lepić, żeby dopasować go do swojej wizji. To zobowiązanie do pamiętania o tym, co widziało się w tej osobie na początku znajomości. To także zobowiązanie się do nie pogłębiania kłótni milczeniem i nie odtrącania prób porozumienia. To decyzja o tym, że nawet kiedy zaczniesz się bać, że kogoś stracisz, to nie upierdolisz mu skrzydeł, żeby powstrzymać go przed odleceniem.”

I serio gdybym aktualnie nie wynajmowała mieszkania, to wyryłabym to na ścianie. Wiążąc się z kimś, przeżywając te całe początki, wszystko jest do wybaczenia. Opowiadacie sobie o przeszłości, wszystko wydaje się do przyjęcia na klatę. Obydwoje nie jesteście na sto procent sobą, bo jesteście na etapie badania gruntu, co wypada, a czego nie. Stąd później, oskarżenia, że ona nie była taka na początku i on też jakby odbiega od obrazu i zachowań z etapu noszenia strzały amora w pośladku. Tylko na tych początkach ma się trochę klapki na oczach, a endorfiny działają mocno halucynogennie. Nie zastanawiacie się wtedy ile trzeba odłożyć na rachunki, ile na konto oszczędnościowe i, że będą gorsze popołudnia bo ktoś cie wkurwi w pracy i będziesz musiał odreagować. To przychodzi z czasem.

Na pierwszych spotkaniach raczej myślisz, czy twój dół bielizny pasuje do góry, czy masz odpowiednio gładkie nogi, i czy do kolacji to dziś wino białe, czy różowe? Dlatego cholernie niesprawiedliwe jest wypominanie początków. I to wiesz… w takim złym kontekście. Możesz robić wszystko, żeby te pierwsze chwile jak najczęściej powtarzać. By było wam miło. Musisz niestety liczyć się też z tym, że przyjdzie spadek formy. Bo jesień, bo migrena, bo maili tysiąc, a jakieś 153 jeszcze mózg przetwarza mimo, że już grubo po siedemnastej. Pytanie tylko, czy potrafisz i chcesz to zrozumieć. Jeżeli nie, armagedon może się zrobić sam nawet o przysłowiowe skarpetki na podłodze. I działa to absolutne w obie strony. Ktoś ze sobą był znacznie dłużej niż z tobą, więc jeśli zaczniesz ingerować w jego „ja” zaczniesz tworzyć frustracje. A ona zazwyczaj kończy się albo podniesionym tonem w soczystej wymianie zdań, albo pustym milczeniem- sama nie wiem, co gorsze.

Znam historie, gdzie jedna strona wszystko ciągnęła w „dobrym kierunku” wymyślając sobie wspólną przyszłość. Dziś biorą rozwód. Znam historię, gdzie związek już dawno przestał być związkiem, ale nikt długo nie miał odwagi odejść. Za długo. Dziś po kilkunastu latach, sądzę, że nie powiedzieliby sobie cześć na ulicy. Znam też przypadki, że można się po związku przyjaźnić, dopóki komuś z „nowych połówek” nie zacznie to przeszkadzać i rozdziały zamykają się z pierdolnięciem trzaskających drzwi. I dobrze. Bo na siłę to się słoik z ogórkami otwiera, a nie trzyma drugiego człowieka obok. Sama odcięłam się od czegoś, co moje serce bardzo chciało kontynuować, a mózg z nietęgą miną groził sercu bejsbolem. I też dobrze! Dziś absolutnie swojemu mózgowi mogę postawić najlepszą whisky, a niech ma! Postarał się kolega. Zdrówko.

Dlatego warto zastanowić się, czy coś nie jest tylko podłączone do aparatury tlenowej bo może nie warto tego podtrzymywać. Bo może być tak jak w piosence jednego z raperów- teraz kątem oka widzisz jej stanik, a rok później macie się za nic. Czy jakoś tak. Czasami dobrze mieć odwagę, żeby odejść. Mimo strachu. Mimo niepewności. Mimo „ale”. Później przychodzi ogromna motywacja i siła, której w danym momencie możesz zupełnie się nie spodziewać. Warto zadać sobie pytanie, co jest dla ciebie dobre i zacząć to dobro robić. I nie życzę ci źle. Uwierz, większą krzywdę możesz wyrządzić sobie sam. To twoje życie i twoje wybory.

Ja tylko pytam. Warto?

 

 

8 comments Add yours
  1. Znam wiele par, które niegdyś uważane za idealne, teraz nie mogą na siebie patrzeć. Niestety, tak jak piszesz, nie widzimy wszystkiego, a jedynie to, co pozwalają nam zobaczyć inni. Nie powinniśmy oceniać, a przyjąć do wiadomości decyzje jakie podejmują, bo tylko tych dwoje ludzi wie jak jest w rzeczywistości. Ale jeśli jest źle, ludzie powinni się rozstać, nie rozumiem bycia ze sobą na siłe, czy „bo wypada”. Na każdego czeka szczęście, trzeba tylko je znaleźć 🙂

  2. Nie ma czegoś takiego jak idealna para. Związek może być udany albo nie, w zależności od tego czy się obie strony starają i szanują. Każdy z nas zna takie pary, które już dawno powinny się rozstać, a jednak przeciągaja nieuniknione. Tylko po co marnować czas, skoro każde mogłoby już dawno być szczęśliwe gdzieś indziej?

  3. Dobry tekst. Związek to w zasadzie ciągła praca z dwóch stron, a jak coś się wali i nie am chęci ratowania, to wcześniej czy później i tak dojedzie do rozstania.

  4. Bardzo dobry tekst i to prawda największą krzywdę robimy sobie sami, ale jak to w życiu bywa zanim coś jest proste, jest trudne. Trzeba ogromnej odwagi i siły charakteru żeby coś zakończyć i wyjść naprzeciw nowemu rozdziałowi w życiu 🙂 Tymczasem ja zapraszam tych co stoją przed trudnymi wyborami, tych ze złamanym sercem i radosnych do bloga Happy Books!

  5. Chyba właśnie takiego tekstu było mi trzeba, dziękuję. Od siebie jeszcze dodam, że wiele osób uważa, że związek to tylko motylki i co będzie to będzie. Ja natomiast uważam, że w szczęśliwy związek i dojrzałą miłość trzeba włożyć wiele pracy. Świetnie jak ma się doskonałe podstawy, ale samo to się może jedynie zepsuć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *