Ludziom to jednak nie zależy na życiu. Nie wierzysz? Zamieszkaj w Warszawie.

Moje podejście do dużego miasta to któryś numer z kolei. Trochę już w swoim (nie najdłuższym jeszcze) życiu spróbowałam. Szukając miejsca na ziemi dowiedziałam się czego chcę. No… na pewno bardziej dowiedziałam się czego nie chce, ale to już chyba dobry kierunek. I wiesz co zaobserwowałam? Ludziom to jednak nie zależy na życiu. Nie wierzysz? Zamieszkaj w Warszawie.

 

Mam taką naleciałość, że lubię sobie urozmaicać życie własną głową. Wiesz, rozmyśleniami, pytaniami i szukaniem odpowiedzi.  To trochę zmora ale dobrze jest czasem ze sobą pogadać. W ostatniej takiej rozmowie pt. „ja ze mną”,  zaczęłam zastanawiać się „Dlaczego?”. Dlaczego ludziom nie zależy na życiu. Nie zależy na sobie. Na zdrowych emocjach i całym tym zen?

Wiem, ze nie jest to symbol stricte warszawski. Ale porównuję empiryczne doświadczenia i w tym przypadku po drugiej stronie stawiam np. Poznań czy też Holandię. (Tak, tam też zdarzyło mi się trochę pomieszkać). I muszę przyznać, że dopiero tutaj (w stolicy) zaobserwowałam, jak życie dla człowieka nic nie znaczy.

Rozumiem wiele. Ze można mieć mocno napięty grafik. Ze szef to faja i minuta spóźnienia, to cały dzień kłody pod nogi. Tylko serio to jest warte tego, co masz najcenniejsze, czyli Twojego życia?! Jednej, jedynej szansy jaką dał Ci los na zrobienie czegoś zajebistego. Na śmianie, kochanie, podróżowanie, jedzenie i tańczenie. Na pierwszy pocałunek, seks, uśmiech dziecka, czy spróbowanie ostrygi. Możesz tak wiele, ale ty wybrałeś trzymanie nosa w telefonie i przejścia na czerwonym. I jeb! Moje najszersze gratulacje. Własnie cię nie ma.

Nie ważne, ze za 3 minuty będzie kolejny pociąg w metrze, ty wbiegasz w zamykające się drzwi. Czekanie na zielone to też nie wieczność, doprawdy za chwile się pojawi. Ten samochód jedzie szybciej niż ci się wydaje. Nie, nie chrzanie! Naiwnie myślisz, ze zdążysz!

Biegasz, trącając ludzi w przejściu, czy na schodach. Brawo. Oklaski aktualnie biję ci na stojąco. Właśnie dołożyłeś kolejny klocek do układanki czyjejś codziennej frustracji.
Ty palancie. Ty fajfusie! No nie dziw się, że tak do ciebie mówię. Codziennie ktoś tak o tobie myśli. Jeden to wykrzyczy drugi powie w głowie ale tak masz właśnie na imię. Dokładnie to pojawia się w myślach trąconej, czy nadepniętej osoby (często jestem to nawet ja, ała). A miał być to przecież miły dzień…

Ludzie pędzą, są nieempatyczni i bardzo smutni. No smutni tak, że aż boli. Nie myśl, ze ktoś bez powodu się do ciebie uśmiechnie. Nie licz, że ci powie na zdrowie, kiedy niekontrolowanie sobie kichniesz. (A da się kichać kontrolowanie? Ym. Nieważne). Nawet jak pytam, no uwierz, że grzecznie pytam, w Polskim Busie na przykład. Czy tutaj wolne? (bo ludzi tyle ze o jeju) To wzrok mało co nie trzepnie mnie prądem. Oczy pani, która musi wziąć na kolana swój plecaczek w kwiatuszki, mówią więcej niż tysiąc słów. Tysiąc rąbanych,”A idź, że stąd głupia babo”.

Nie wiem skąd to. A tym bardziej nie wiem po co. Ja testuje samą siebie i ludzi dookoła. Komplementuje ich jeżeli coś mi się spodoba. Uśmiecham się. Pomogę nieść torbę po schodach. Podbiegnę podać bucika, którego zgubił jakiś berbeć niesiony przez mamę na rękach. I wiecie co? Dostaje w zamian coś podobnego. Nie akurat tutaj, to gdzieś indziej. Bo wierze w coś. W karmę i dobro, które wracają. W energię, którą puszczasz,a ona wraca. W to, co zasiejesz następnie będziesz zbierał.

Nie jestem jednak ideałem. Ludzkość w komunikacji miejskiej przechodzi sama siebie. I tutaj ćwiczę na ile mnie wewnętrznie stać. Rozmawiam wtedy z sobą: zen kur*a viola! 😀 zen! I stawiam się do pionu.

Ludzie biegają, pędzą bezmyślnie. Chyba im nawet to wybaczę bo oni nie wiedzą. Nie wiedzą za czym gonią. Może nie zaznali miłości i nie mają dla kogo się starać. Może nie znaleźli szczęścia by wiedzieć, że o samego siebie też trzeba dbać. Bo obecność skóry w skórę to szczęście właśnie. Może tez nikt im nie powiedział, że istnieje coś takiego jak samoświadomość i kontrola emocji. To, że samemu się decyduje czy dasz się wyprowadzić z równowagi, czy nie. Czy chcesz w tym uczestniczyć, czy nie. Ze masz prawo wyboru i serio, serio można z niego korzystać.

Ja wybieram taki kierunek myślenia:

Jestem świadoma ogromu ludności mnie otaczającej. I będą kolejki, i będą frustracje. Nie chcę natomiast się na tym skupiać, bo duże miasto dużo zabiera ale też dużo daje. Sklepy, kultura, wszystko pod nosem. Stolica to nie tylko betony i korki. To piękne parki, teatry, koncerty, świetna infrastruktura rowerowa i dobra szamka. Duużo dobrej szamki. Ja to mocno doceniam. I korzystam. Bo lubię 🙂 I może to pierdoły i małe rzeczy ale to właśnie daje mi radość.

I choć lubię tez wyskoczyć do mamy na pierogi i taras z pięknym zachodem słońca. Tam gdzie u stóp pełno zieleni i ćwierkających ptaków, tak bez możliwości bym zginęła. Mówiąc możliwości myślę wybór. Nie zawsze muszę z niego skorzystać ale lubię go mieć. Komfort wyboru to jedna z wypadkowych kształtujących miejsce, gdzie mogę zacząć zapuszczać korzenie.

Pomyśl i Ty czasem, co lubisz, co wolisz i co jest dla ciebie ważne. Może to moment by właśnie coś zmienić, zmodyfikować, czy naprawić. Może wokół, a może w sobie. Życie jest krótsze niż ci się wydaje. Jest też później niż ci się wydaje więc zrób sobie dobrze i wybierz lepsze jutro. Może tez lepszy poniedziałek bez pospiechu i latania z językiem na brodzie do pracy, której może wcale nie lubisz?

Bądź sobą pośród tłumu. Może jak każdy zmieni coś małego, sumą będzie wielki wynik?

Może… Tego nie wiem. Ja się nie znam. Czasem tylko głośno myślę.

One comment Add yours
  1. Też lubię Warszawę właśnie za możliwości. 🙂 Nie zamieniłabym jej na wygodne życie w małej miejscowości, w której nic się nie dzieje, w której nie mam dokąd wyskoczyć coś zjeść. Ale bardzo staram się nie szaleć, nie biec za tym tłumem. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *